Wibracja. Energia. Słowo.

Może wydawać się paradoksem, że świat w którym na co dzień żyjemy, ten „pełny”, trójwymiarowy twór jest o wiele mniej złożony i zaskakujący niż ten duchowy. Same tylko słowa, które na co dzień wypowiadamy mają tak wielką moc sprawczą, że zbyt często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nie bez przyczyny utrwaliło się w naszej kulturze powiedzenie ”Nie rzucaj słów na wiatr”. Często traktuje się to jako wydziwienie, że to tylko słowo, ale prawda jest taka, że słowa, które wypowiadamy to dźwięk, którym przemawia często nasza podświadomość. To tam, gdzie jest ukrywa nasza duchowość, energia, to tam, gdzie świat jest o wiele bardziej złożony, o wiele bardziej kompleksowy i głębszy, niż namacalna rzeczywistość.

Język (mowa) jaką się na co dzień posługujemy ma więc wielką moc sprawczą. Wręcz magiczną, bowiem łączy ze sobą w pewnym sensie materializm i duchowość. Mówię sobie „Chcę dzisiaj zjeść coś dobrego” – słowa jakie ze mnie wychodzą mają wymiar zupełnie duchowy – nic nie ważą, ale są energią, która popycha mnie do działania i sensu stricte – materialnego celu, czyli czegoś dobrego do zjedzenia. To jest mediatyzacja. Jakże nie korzystać z tak cudownej rzeczy? Ci, którzy nie potrafią muszą sami zadać sobie to pytanie, choć wydaje się banalne i nieco dziwne – w końcu codziennie coś mówimy. Różnica polega jednak na tym, że słowo nie zawsze zamienia się w czyn, ale nie zamienia się w to, czego oczekiwaliśmy. Dlatego też kontrola, silna wiara w moc energii słowa sprawia, że ja sam mogę wywindować tak wysoko jak to tylko możliwe. W rejony, które wychodzą poza materialną rzeczywistość i czynią mnie silną, pełną energii i niesamowitej duchowości osobę.

Słowo ma wielką moc – może dać życie, może dać jego koniec.

Wybór należy do nas. Słowo jest nośnikiem energii, nośnikiem i znakiem naszych zamiarów. Im większa świadomość naszych wyborów tym większa jest nasza władza nad naszym własnym życiem. Należy skończyć z filozofią, że to czego nie widać tego „sercu nie żal”. Tutaj problem wiąże się z tym, że energii nie widzimy, nawet tej, która mam nas wpływ. Słuchając radia słyszymy słowa, których nie widać, ale mają na nas wpływ. Tak samo jak głos wielkiego mówcy. Energia słowa wpływa na naszego ducha, tak samo słowa wychodzące z nas samych. Słowa, które wychodzą ze mnie rozprzestrzeniają się na cały świat, raz wypuszczone niosą swoją energię wszędzie tam, gdzie dotrą do czyichś uszu i zawsze będą miały taką samą energię. Na tym polega fenomen słowa – ma ogromną wartość – to dzięki tej sile przekazu żyje reklama, to dzięki niej codziennie porozumiewamy się. To dzięki niej możemy przekazać w najprostszy sposób to, czym chcemy się podzielić z innymi. Docenienia wartości energii i duchowości słowa jest kluczem do szczęścia i docierania do wyznaczonego celu. Podświadomość wspomagana słowem czyni cuda, niczym eliksir szczęścia.

Zawsze ciekawiła mnie złożoność mocy słów. Słowa, w zależności od ich mocy i odbiorcy, dają różne efekty. Czasami zwiększają moc myśli innych, czasami stanowią odwrotność i stają się przyczyną zażartych dyskusji przyczyniających się do burzy mózgów i tworzenia nowych, pełnych mocy i niesamowitej energii przemyśleń – równie a częściej jeszcze bardziej wpływowych niż te pierwotne. Ja na co dzień nie kieruję słów wyłącznie na zewnątrz. Jeszcze częściej czynię to rozmawiając z samym sobą. 

Moje słowa mogą obrócić mój stan energii – pozytywnie bądź negatywnie. 

Przywołane w słowach zdarzenia, myśli sprawiają, że zmieniam swoje nastawienie. Słowa to potężna moc, dlatego należy obchodzić się z nią świadomie i nauczyć się kontrolować. Ja kontrolując bowiem to, co wychodzi z moich ust, kontroluje sam siebie. Każdy psycholog powie, że pozytywne nastawienie a więc nasza podświadomość pełna zdrowych, energetycznych myśli jest świetnym lekiem na choroby. Wierząc w powrót do zdrowia napełniamy się takimi słowami i one naprawdę leczą.

Nauczyłam się kiedyś pewnej techniki. Polega ona na odpowiednim przeciąganiu wypowiadanych słów, bowiem nie tylko wykrzyczane na szybkiego słowa mają równie skuteczny efekt. Trzeba wierzyć w to co się mówi, krzykacze z reguły bowiem, racji nie mają, prawda? Dlatego stosuję technikę, która polega na zmianie akcentowania słów – rozciągam je zgodnie z rytmem mojego oddechu – wtedy są w większej harmonii ze mną samym. Nie „śpieszą” mnie, nie czynią nacisku. Są elementem, który wychodzi ze mnie i jest ze mną zgodny. Wtedy właśnie ma największą moc sprawczą a moja duchowość osiąga maksimum skuteczności. Jeśli chcę poczuć się dobrze, dodać sobie pozytywnej energii, wypowiadam słowa „Chcę się dzisiaj dobrze czuć”. I to działa. Potęga podświadomości podpierana pewnymi, pełnymi energii słowami czyni cuda. Sprawia, że moja wiara jest odpowiedzią na problemy, lęki, niepewność i strach przed utratą wszystkiego, co czyni mnie szczęśliwą osobą.

A więc – wpierw kreuję moją rzeczywistość w głowie przy pomocy słów i potem wcielam to wszystko w życie – w materialny, fizyczny wymiar rzeczywistości. Warto myśleć w taki sposób, że wierzymy, że cele, które wytwarzamy w naszych słowach staną się faktem. Podobnie ma się rzecz w przypadku miłości – zakochani szczęśliwie jesteśmy nośnikami pozytywnej energii, która jest w stanie dokonać rzeczy niemożliwych. Dlatego zawsze kontroluję swoje myśli. Nie pozwalam na energetyczny chaos, który sprawi, że będę podatny przez brak własnej subordynacji. Każdy na nas jest bogiem własnego losu – słowami i ich mocą kreujemy rzeczywistość, zupełnie tak samo jak bogowie tworzyli nasz świat. Sentencja „Niech stanie się…” jest potężną bronią – sugestywną mocą sprawczą, którą doceni każdy, kto chociażby żyje szczęśliwy dzięki temu, że ktoś – słysząc jego słowa – uważa go za wzór warty naśladowania. Nigdy nie staram się myśleć o tym, czego nie mogę. Moje myśli i słowa składają się na to, co mogę, czego chcę, do czego dążę. Cała reszta – potencjalne niemożności – są i tak nie do uniknięcia, bo tego nikt nie przewidzi i dlatego wartą całą energię słów kierować w rejony pozytywnie twórcze. Wyłącznie budujące i tworzące nowe wartości. Przeszłości nie zmienimy a przyszłość jest kreowana naszymi wyborami.

Słowo, choć ludzkość od dawna posługuje się dziesiątkami języków i dialektów, tak samo na nie reaguje. Tak samo reaguje się na słowo wodzów, takimi samymi przemowami światem rządzili tyrani, carowie, wielkie szczeble władzy. Słowo rządzi podczas kampanii wyborczych. Na ten bodziec, co zostało potwierdzone przez wielu specjalistów, u każdego z nas reaguje ta sama część mózgu. Dlaczego wspominam o kampanii wyborczej? Bowiem każdy z nas jest przekonany, że to, co usłyszy w telewizji od kolejnego kandydata, stanie się prawdą. Otóż, słowa są czymś pomiędzy, czymś pośrednim między chęcią akcji a samą akcją i tym samym stanowią prawdopodobieństwo, że do czegoś może dojść. A więc określenie „obietnicy” jest jak najbardziej zgodne. Polityk musi wierzyć w to, co mówi a my też wierzyć, że pewne rzeczy mogą się zmaterializować pod wpływem mocy wychodzącej ze słów. Z słowem jest jak z mechaniką kwantową – wiemy o niej sporo, ale nie jesteśmy w stanie kontrolować w pełni natury wszystkich zjawisk. Ale wciąż tam gdzie możemy mieć władzę nad wyborami – tam też możemy to uczynić. Słowo jest jak kwant energii, jak wpływowa fala, która promieniuje energią zdolną „przenosić góry”.

Realność słów wychodzi z „fizjonomii”. Mówiąc coś wydobywam z siebie dźwięk i oddech. To czysta fizyka, która może stać się przyczyną posunięć do jakich jesteśmy skłonni, chętni. A więc myśl ostatecznie staje się materialna, wpływowa  – ze stanu duchowego przechodzi w fizyczny. To prawdziwa magia. Mamy tutaj energię oddechu, myśli, emocji i dźwięku. Wszystkie te elementy złożone w jedną całość stanowią ogromną potęgę i mają moc stwórczą.

W miłości, gdzie najważniejsze są czyny, słowa mają często ogromne znaczenie. Wyrażają przecież uczucia, utwierdzają w przekonaniu, uspokajają, drażnią, denerwują, przerażają, uszczęśliwiają, pocieszają. Dlatego choć najwięcej pamiętamy z tego, co widzimy, najbardziej na nas oddziałuje to, co usłyszymy w stosunku do nas samych. Jedno słowo może utrwalić bądź zniszczyć związek. Prawda od serca to ta najbardziej szczera, stąd tak samo może być równie okrutna. Tak więc wszystko, co słyszymy od osób, które kochamy, ma dla nas szczególną – wyznacznikową wartość. Energia tych słów w naszych umysłach działa tak jakbyśmy mieli przytwierdzone transformatory zwiększające sygnał kilkakrotnie. Wciąż więc moc słów zależy od nas, ale niekiedy trudno kontrolować je, jeśli kierujemy słowa do kogoś, kto jest szczególnie wrażliwy na nasze myśli i odczucia.

Panowanie nad słowami jest kluczem do sukcesu. Wybieramy na parterów życiowych osoby, których nie zranimy prawdą i też one nie zranią ich nas. Serce jest jednak najsilniejszym motywatorem i przez to w naszych ust wychodzą słowa „klucze” dominujące nad wszystkim. Kiedy przemawia serce nie kontrolujemy w pełni energii wypełniającej nasze słowa i wtedy możemy kogoś mocno skrzywdzić. Tak. Choć to jedynie słowa.

Słowa spełniają swoją rolę, kiedy służą pozytywnym celom. W przypadku przysięgi, której złamać nie można, stanowią one zaporę, której nie wolno przekraczać. Robimy coś wbrew swojej naturze, która przecież z czasem zmienia się. Słowa przestają wtedy być prawdziwe i następuje wewnętrzny konflikt. Historia więc sprawiła, że jesteśmy bardzo ostrożni w tym, co komuś przysięgamy. Coraz rzadziej mówimy to, co mamy naprawdę na myśli. Obawiamy się bycie szczerymi, bo stawia to nas na przegranej/słabszej pozycji. Romantyzm, choćby prawdziwy i szczery jest gnieciony przez wojowniczą postawę – silniejszy nawet w związkach ma lepiej. Niedosyt szczerości też niestety niesie za sobą konsekwencje – kto dzisiaj wierzy komuś na słowo? Milczenie jest dzisiaj tak wymowne jak brak odpowiedzi w rozmowie przez czat. Bo można. Bo można się nie odezwać. Kultura prosi się odpowiedź, ale nasze doświadczenia wyciągnięte z przeszłości sprawiają, że delikatnie dobieramy słowa, kiedy się odzywamy, bo bardzo ciężki odwrócić ich znaczenie. Widzicie więc, że to wszystko bardzo klarownie tłumaczy o potężnej mocy i energii słów.

Słowa pomagają być szczerym w najprostszy sposób, dlatego ktoś, kto nie obawia się być szczery, jest panem swojego losu i zyskuje w oczach innych, choć tym samym sprawia, że niektórzy się go opowiadają, bo może powiedzieć za dużo i na zasadzie powiedzenia „mowa jest srebrem, złoto milczeniem” – żyjemy w wieku, gdzie choć twister i facebook królują – to ich zawartość jest bardzo daleka od szczerości i prawdy a wszelkiego rodzaju językowe twory przypominają jak ludzie boją się używania prawdziwych znaczeń i posługują się „bezpiecznymi” surogatami słów. Do szczerości potrzeba więc woli, naturalnej niewymuszonej potrzeby. Odwaga służy do szczerości a nie krętactw. Przecież nie po to tworzymy, by niszczeć inne. Tworzymy, by poprawiać na lepsze. Wszystko, co wychodzi z naszych słów – stanowi o nas. Czy mówimy prawdę czy kłamiemy ze strachu przed szczerością – wciąż pokazujemy jacy jesteśmy. Tego nie da się uniknąć. Do szczerości trzeba dojrzeć, by docenić jej wartość. Jeśli doceniamy szczerość innych, odpłacamy się tym samym. Jeśli ktoś kłamie, odczuwamy intuicyjnie zamiary. Znaczy to, że wspinamy się wysoko po kolejnych szczeblach energii. Panujemy nad sobą i możemy być z siebie dumni jak wiele wiemy. Wielu ludzi popełnia błąd szukając wpierw szczerości u innych a potem dopiero u siebie, bo przecież oczekują czegoś, czego sami nie chcą dać! Jeśli ja jestem szczery, oczekuję tego samego. Jeśli używam swojej szczerości mądrze – zarażę nią rozmówcę i ten też zacznie korzystać z jej profitów. Jeśli moje słowa są prawdziwe i szczere, stają się „nauczycielem” tych, którzy są zagubieni we własnych myślach. Dlatego ludzie, którzy kłamią, kombinują, są nieuczciwi i żyją ze szczerości innych, prędzej czy później odczują to i stwierdzą, że nie było warto, bo cofali swój rozwój. Taki proces jednak trwa i wymaga czasu na zrozumienie własnych błędów – nikogo bowiem nie zmusisz do wypowiedzenia pewnych słów, tak samo jak nie zmusisz kogoś do miłości.

Kiedy pomyślę o kreacji rzeczywistości przez słowa to widzę twarz zmęczonego życiem człowieka, twarz uśmiechniętego, kogoś, kto akurat kichnął, bądź został prawie potrącony przez samochód. W każdym przypadku dostaliśmy wiadomość na innym poziomie energetycznym, choć to był jedynie obraz, ale myśli, czyli słowa wypowiedziane w ten czas przez nas w głowach sprawiły, że obraz zyskał na mocy. Nawet słowa, które teraz tutaj piszę! Widzę te osoby i mój umysł szuka słów na ich opisanie. Słowa są wszędzie, świadomie i nieświadomie. Zawsze jednak będą prawdą, bo są to nasze własne myśli. One potwierdzają istnienie naszego i stąd ich ogromna moc sprawcza.

Doskonale może posłużyć przykład wody – im więcej ma w sobie negatywnej energii jaką jest dla niej ogień, tym bardziej zachowuje się niestabilnie. Dlatego kiedy ktoś jest wkurzony mówimy, że „gotuje się”. Choć przywołujemy jedynie słowa, to słowa te przywołują skojarzenia, które determinują umysł do reakcji.

Znając potęgę słowa omijam słuchanie negatywnych rzeczy, słuchanie plotek, muzyki o słowach niezgodnych z moim systemem wartości. Nie wzmacniam w sobie pesymizmu, który w małych wartościach jest nieszkodliwy i stanowi zdrowy dystans. Nie powtarzam sobie złych scenariuszy. Myślę tylko o takich celach i sposobach, które mnie uszczęśliwią. Wypełniam się wtedy pozytywną energią. Tworzę jak sam dla siebie dzięki sile mojego umysły i ducha. Sam dla siebie jestem źródłem nieskończenie dobrej energii! Nawet mojej koleżance, która było w ciąży radziłem, by wypełniała swój umysł pozytywnymi myślami. Żeby dzieliła się z dzieckiem wyłącznie dobrymi, pozytywnymi wibracjami. I tak powinien myśleć każdy.

Słowa mają potężną moc. Stanowią magię, z której nie mogą korzystać żadne inne istoty.

Jak z każdy innym darem, nie każdy ma możność wykorzystywania magii słów. Z tym trzeba się urodzić.

Ze słowami wiążą się myśli. To one są początkiem naszych wszelkich kreacji – mniej lub bardziej wartościowe tworzą taką samą rzeczywistość. Żeby jej jakość była możliwie duża, należy nauczyć się separować je – odrzucać złe, negatywne, uwsteczniające. Nie warto zabiegać myślami w przeszłości, bowiem zmieniamy się codziennie i trzeba spoglądać w przód. Należy żyć świadomie a więc zgodnie z wybranym zespołem myśli. Nie do końca jest tak, że nawet nasze świadome wybory są pełni nasze, nazwijmy – spersonalizowane, bowiem żyjemy zawsze w jakimś społeczeństwie z odgórnie narzuconymi regułami/okraczeniami, które regulują nasze myśli i tym samym wybory. Nie zawsze te reguły są zgodne z rzeczywistością, stąd jesteśmy sami dla siebie często sprzecznością samą w sobie, której początkiem bywają niepozorne myśli. Ale dzięki temu właśnie rozwijamy się.

Usłyszałem kiedyś taki dowcip, w którym pewien rozpity mężczyzna szturcha coraz jednego z pasażerów w autobusie. W pewnej chwili głośną beknął komuś w ucho. Właściciel ów ucha odwraca się i pyta „No co się mówi? Takie magiczne słowo”. Podpity mężczyzna po chwili zastanowienia „Hokus-pokus?”. Chodziło oczywiście o „Przepraszam”. Jest to jedno z tych słów (choć akurat pospolite), które wypowiedziane w odpowiednim momencie zyskuje na niesamowitej sile przekazu. Mowa albo o pozytywnej sytuacji albo manipulacji. Ta magia działa, kiedy słowa oddziałują na odbiorcę i zmieniają jego nastawienie. Można kogoś demotywować bądź pociągnąć do działania – a więc dokonać na kimś manipulacji po przez określone „zaklęcia”, czyli słowa.

Magia negatywna z reguły ma odcisnąć na adwersarzu reakcję, która postawi go w nieprzyjemnej sytuacji. Czasami wystarczy jedno słowo jak problem, zły, negatywnie, porażka, ale, brak, bieda, trudności, komplikacje, obawa czy strach. Żeby uniknąć negatywnego ładunku tych słów, należy je wspierać zaprzeczeniami, które osłabią ich moc, czyli na przykład „niezbyt pozytywnie”. Ogólnie rzecz biorąc słowa negatywnie oddziałują na nas, kiedy kojarzą się z pracą, wysiłkiem, praniem czy czymkolwiek przy czym najchętniej robilibyśmy wszystko, tylko nie to.

Pozytywna magia z kolei działa w drugą stronę – twórczo i motywująco. Słowa dziękuję, przepraszam, tak czy różne słowa zawierające w sobie element „tak”, „ak” bądź litery a, o, u, t czy r. Mają one pozytywny wydźwięk i przerzuca się on na całe słowa.

Dużą rolę w magii słów pełni sam charakter mówcy, bowiem odpowiedni dobór słów, znajomość adwersarza i jego potrzeb, sprawia, że magia działa na najwyższych obrotach i odbiorca mocy tych słów jest całkowicie nimi pochłonięty. Świetną metodą na dobre porozumiewanie się jest również kopiowanie stylu rozmówcy. Jeśli używa metody systematycznej (SYS), a więc stosuje wzór wypowiadania się zgodny z „Najpierw …, potem …, a następnie… Po pierwsze …, po drugie … itp.”, to ja powielając ten schemat w swoich wypowiedziach, staję się bliski rozmówcy. Nie można czynić tego nagminnie, żeby nie wprowadzać podejrzeń, ale wystarczy parę takich subtelnych, praktycznie wykorzystanych magicznych słów i rozmowa idzie po naszej myśli. Podobnie ma się sprawa z mową ciała. Jeśli idziemy tym samym rytmem co rozmówca, bądź kopiujemy jego niektóre ruchy, nieświadomie stajemy się w jego oczach kimś bliskich, zaufanym i godnym rozmów na coraz głębszym poziomie.